![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
W procesie duchowego rozwoju chodzi o coraz bardziej jasny i czysty umysł, który potrafi jasno postrzegać rzeczywistość. Jednak praktyka duchowa wielu kojarzy się z osiąganiem zmienionych stanów świadomości. Trzeźwość i przytomność dla większości ludzi są nieznanymi, a więc odmiennymi stanami świadomości. Nie podzielam radości tych, którzy teraz odetchnęli z ulgą, a którym zamarzyło się totalne nawalenie w celu osiągnięcia zmienionych stanów świadomości. Zmienione stany świadomości najczęściej nie mają nic wspólnego z trzeźwością i przytomnością. Trzeźwość i przytomność umysłu możemy osiągnąć za pomocą medytacji oczyszczających umysł i ciało. Ważne przy tym jest, aby w miejsce starych trucizn nie wprowadzać nowych. Detoksykacja wydaje się konieczna, nawet jeśli w tym życiu nie używałeś środków odurzających! W twym systemie nerwowym może nadal skutecznie działać mechanizm dostrajania się do wzorców energetycznych wywołujących stany nieprzytomności. One też są odpowiedzialne za zatruwanie twego organizmu w sposób, jakiego nawet nie podejrzewasz i nie dostrzegasz. Jeśli myślisz, że ograniczenie czy wyeliminowanie trucizn związanych z używkami zapewni ci w tym względzie sukces, to mylisz się. Zaprzestanie używania środków odurzających ułatwia wytrzeźwienie, lecz nie gwarantuje go. W ogóle może nie mieć wpływu na oprzytomnienie. Trzeźwienie to proces fizjologiczno – energetyczny. Przytomnienie jest procesem psychicznym. Aby oprzytomnieć, trzeba, oczywiście, najpierw wytrzeźwieć. Po wytrzeźwieniu należy zdać sobie sprawę z treści mentalnej i emocjonalnej, którą nabyliśmy w nietrzeźwym stanie umysłu. W konfrontacji z czystymi inspiracjami i energiami płynącymi w umyśle podczas medytacji, te zaśmiecenia umysłu ukazują się. Przyzwyczajona do nich podświadomość najpierw chce je traktować jako prawdę, jako szczególnie cenne i wartościowe wizje duchowe, jako niezwykłą przyjemność. I nie ma tu znaczenia, czy odurzenie miało miejsce w tym życiu, czy w poprzednich wcieleniach. Dla podświadomości nadal owe “jazdy” i wizje wydają się atrakcyjne i cenne. Ona z nich tak łatwo nie zrezygnuje. Trzeba ją przekonać, że trzeźwe i przytomne postrzeganie rzeczywistości jest ciekawsze i przyjemniejsze. To na początku może się wydawać zupełnie nieprawdziwe i niewykonalne. Nie wolno jednak ulec podświadomości i jej przyzwyczajeniom. A ona się będzie broniła dość skutecznie poprzez niechęć do praktyki, wynajdywanie komplikacji, brak czasu, a nawet przez dywersję objawiającą się tworzeniem groźnych czy trudnych sytuacji. W tym ostatnim przypadku należy zacząć od afirmacji bezpieczeństwa, modlitw o ochronę i opiekę itp. Dlaczego podświadomość często pracuje na przekór naszej woli i naszym interesom? Dlatego, że programując ją nie byliśmy przytomni. A ona uwierzyła, że nasze nieprzytomne wizje i widzenie świata, to jedyna prawda lub najwspanialsza fascynacja. I w istocie, dla podświadomości, prawdą jest to, czego doświadczyła. A fascynacja dotyczy tego, co bardzo pobudzało emocjonalnie, a przy okazji nie wiązało się ze zbyt wielkim bólem, czy zagrożeniem. Ach, ten dreszczyk emocji… Gdy przytomniejemy, staje się dla nas taki jakiś bez sensu. A podświadomość musi dostać coś w zamian. Teraz omówimy, jak odbyło się kodowanie twej podświadomości i przywiązywanie jej do nieprzytomnych wzorców. W czasie pobytu w łonie matki podświadomość “doświadczała” jej emocji. Nie miała wglądu w inne aspekty rzeczywistości. Po narodzinach usiłowała dopasować się do otaczającego świata i uczyła się więcej przez telepatię, niż przez własne doświadczanie. Czas własnych doświadczeń zaczyna się wówczas, kiedy struktury wyobrażeń są dość mocno ugruntowane. Doświadczanie życia wynika więc z tego, co sobie wyobrażamy na jego temat. Doświadczamy tego, co nas interesuje, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Ważne wydaje się zarówno to, co lubimy, czego pożądamy, jak i to, czego chcemy uniknąć. Często przecież zupełnie świadomie tłumimy w sobie niemiłe odczucia, a wzmacniamy pożądane. Tłumienie jednak nadal pokazuje, że są one ważne, aż tak ważne, że trzeba w nie zainwestować ogromnie dużo energii (tłumiącego wysiłku). To, czego pożądamy, w swej istocie może też być nie warte funta kłaków, a jednak pragnienie osiągnięcia tego spędza nam sen z oczu. Mamy przecież wolną wolę na obraz i podobieństwo Boga, lecz do tego, niestety, bardzo mało przytomny umysł. Nasza nieprzytomność często wynika z użytku, jaki czynimy z naszej wolnej woli. Tłumiąc jedne odczucia, a rozniecając inne, wprowadzamy w umyśle blokady świadomości. Od czasu ich ugruntowania tracimy zdolność przytomnego patrzenia na świat, na ludzi i na siebie samych. Patrzymy odtąd przez “klisze astralne”, które naszemu postrzeganiu narzucają konieczność uwzględnienia emocji i skojarzeń, od których rzeczywistość jest wolna, których w niej nie ma! Nieuwarunkowany ogląd rzeczywistości zostaje w ten sposób zastąpiony widzeniem przez filtr pożądań i niechęci. Dla kogoś, kto tak postrzega, nieuwarunkowana miłość traci jakikolwiek sens i rację bytu. A czysta miłość przecież pomaga patrzeć bez uprzedzeń. Silnym “filtrem” w naszym umyśle są wyobrażenia narzucone nam przez otoczenie. Często towarzyszą im presje pełne przerażenia, przemocy i zaślepienia. To one wprowadzają do umysłu bariery (blokady świadomości) prawie nie do pokonania w niektórych sytuacjach bądź w obecności niektórych ludzi. Taką sytuacją blokującą świadomość najczęściej jest samo życie, przed którym ludzie usiłują się bronić z wielką zaciekłością. A wyobrażenie to powstało podczas porodu, kiedy wkroczyliśmy w świat, który przywitał nas niezbyt miło i przyjaźnie. On żył swoim życiem, a myśmy chcieli, żeby był tylko dla nas – jeden, jedyny i niepodzielny, jak łono mamusi. Stąd wyciągnęliśmy różne wnioski, np. że nie jest dla nas odpowiednim miejscem. Do stanu ograniczonej świadomości i zdolności podejmowania sensownych decyzji doprowadzają nas różne akcje propagandowe i reklamowe. Przed inwazją USA na Irak większość społeczeństwa była przeciw, choć konieczność bandyckiego napadu motywowano posiadaniem broni przez ten kraj. Po napaści, gdy nie znaleziono broni masowego rażenia, gdy wiemy, że śmierć i ciężkie obrażenia poniosło mnóstwo niewinnych cywilów, poparcie społeczne dla bandytyzmu międzynarodowego wzrosło do ponad 50%. Trzeba nam będzie naprawdę ogromnej siły woli i hartu ducha, by przetrwać kilka lat wzrostu bezrobocia do 35% i towarzyszących temu plag społecznych. Potrzebne nam będzie coraz pewniejsze poczucie bezpieczeństwa i odporność psychiczna na coraz powszechniej otaczających nas drobnych złodziei, bankrutów, nędzarzy oraz żebraków, na rosnącą zachłanność klasy urzędniczej, która faktycznie obejmuje władzę. Już dziś wielu widzi tylko jedno wyjście – uciec stąd do Unii. Ale w Unii sytuacja jest prawie identyczna! Wystarczy się wybrać do unijnego NRD-ówka, by się o tym przekonać. To wielu przeraża. Jednak kiedy patrzymy na świat trzeźwo i przytomnie, a bez zobowiązań i poczucia winy wobec biedaków i nieszczęśników (kolejna klisza astralna), wówczas zaczynamy coraz lepiej dbać o siebie. Im więcej będzie takich, którzy na przekór temu, co widzą wokół, będą potrafili dostrzec szanse i możliwości do zrealizowania, tym łatwiej i szybciej nasz kraj ruszy do przodu i wygrzebie się z zapaści ekonomicznej. Dziś postęp tworzy nie praca fizyczna, nie zwiększanie wydajności, ale pomysły, idee, odkrycia, innowacje. Jednak większość przedsiębiorców i animatorów gospodarki jest tak zaślepionych, że nawet o tym nie wie. Otwiera się wiec przed nami pole do popisu. Jeden z tego wynika sensowny wniosek: warto wziąć swoje sprawy w swoje ręce. Warto spojrzeć na świat i na swoje możliwości na trzeźwo i przytomnie, bez przejmowania się kliszami astralnymi zaślepiającymi innych. Ale do tego ważna jest wola postępu i odnoszenia sukcesów. Może i niewielkich, ale za to satysfakcjonujących i poprawiających w istotny sposób jakość życia. Z błędnego koła nieprzytomności i nietrzeźwości można wyjść tylko w jeden sposób: zmienić swoje nastawienie do wszystkiego na pełne miłości i poczucia bezpieczeństwa. Zmiana nastawienia to proces, podczas którego należy koncentrować swą uwagę również na życzliwości, wdzięczności, zdrowiu, harmonii, bogactwie i wielu innych pozytywach. Najważniejsze staje się zbudowanie przekonania o tym, że ten świat jest dla nas życzliwy (mimo wszystko), że jest doskonałym miejscem naszego pobytu i rozwoju (też mimo wszystko). Najważniejsza jednak jest zmiana perspektywy widzenia: w miejsce brudu, nędzy, cierpienia, należy zacząć postrzegać bogactwo, piękno, szczęście i sukcesy. Zamiast współczuć biednym i nienawidzić bogatych, warto nauczyć się wszystkim życzyć dobrze! Wszystkim, to znaczy, że również sobie. Za dobrymi życzeniami powinny pójść czyny. Przynajmniej wobec siebie. Wybieram radosne, szczęśliwe życie na trzeźwo i przytomnie. |
||
©2005 Zbyszek Ulatowski · wykonanie strony: enedue.com |